Nie wymyśliłam cię. Część 1
Nie robiła selfie, nie zatrzymywała się przed lustrem i nie chciała nagrań swojej twarzy. Nie podobała się sobie. To nie był permanentny stan, ale akurat teraz, po tym, jak kolejny związek zakończył się fiaskiem, Marta czuła po prostu, że jest brzydka. Dlaczego więc weszła do zakładu fotograficznego Foto Rożek?
Nacisnęła klamkę, ale od razu miała ochotę się wycofać. Mimo wczesnej pory nie była sama. Na wprost wejścia, przy niewielkim stoliku, siedział mężczyzna pogrążony w rozmowie z ładną blondynką w średnim wieku i od razu oboje na nią spojrzeli. Niestety było za późno, żeby wyjść bez wyjaśnienia.
– Proszę, proszę, zapraszamy – uśmiechnęła się zachęcająco blondynka. Marta rozpoznała Bożenę Rożek, właścicielkę. Niewiele się zmieniła, choć Marta widziała ją ostatnio wiele lat temu.
– Ja tylko chciałam obejrzeć fotografie – skłamała.
– Ależ proszę, proszę bardzo, po to także jesteśmy, proszę sobie oglądać i nie krępować się naszą obecnością – pani Bożena poprawiła artystycznie ułożony szal na ramionach i wróciła do rozmowy z nieznajomym. Głupio byłoby teraz wyjść, więc Marta odwróciła się ku ścianom pełnym fotografii. Wiele zdjęć wyglądało jak małe dzieła sztuki. Czy ci wszyscy ludzie czuli to, co ona, kiedy pierwszy raz dostała zdjęcie zrobione przez Renatę?
Nieprawdą było to, że przyszła tylko po to, aby „popatrzeć”. Chciała sobie poprawić nastrój. Chciała znowu podobać się sobie, odzyskać pewność siebie, którą tak bezlitośnie odebrał jej Michał swoim odejściem do młodszej Edyty z długimi włosami. Edyta właściwie wszystko miała długie: nogi, włosy, rzęsy, nawet nazwisko. „I zęby też” – pomyślała złośliwie Marta. Pewnie była to myśl pozbawiona klasy, ale czy można wymagać od zdradzonej kobiety, żeby zachowała klasę nawet w myślach? Nie przesadzajmy. Wystarczy, że rozstanie obyło się bez dramatów, po spokojnej rozmowie. Tylko sąsiadka wiedziała, ile Marta wycierpiała. Ściany były cienkie, a płacz trudno stłumić poduszką.
Za każdym razem leczenie ran po nieudanym związku kończyło się wizytą w Lublinie i zdjęciami w Foto Rożek. A wszystko zaczęło się pewnego letniego dnia trzydzieści lat temu. Marta pamiętała swoją pierwszą wizytę w tym miejscu tak wyraźnie, jakby to było dzisiaj. Miała wtedy siedem lat i jak co roku w wakacje razem z matką odwiedzały rodzinę w Lublinie. Matka nie chciała długo spacerować po Starym Mieście, jej celem był zakład fotograficzny. Lubiła się fotografować, bardzo lubiła. Ściany ich małego mieszkania w Krakowie zawieszone były pod sufit obrazami, które malowała, i fotografiami jej twarzy z charakterystycznie zrośniętymi brwiami, jak u Fridy Kahlo. Matka nigdy nie depilowała brwi, lubiła stylizować się na tę znaną artystkę. Tamtego dnia także miała na sobie turkusowy turban i długą turkusową spódnicę. Marta pamiętała też dokładnie zielone korale. Biżuteria na miarę lat osiemdziesiątych. Były zrobione z korków po winie, od którego matka nie stroniła. Kulki pomalowane na zielono, obtoczone w kryształkach cukru i spryskane złotą farbą. Matka wyglądała przepięknie i Marta nie mogła od niej oderwać wzroku.
– Nie gap się tak, wchodź do środka – matka niecierpliwie pociągnęła ją za rękę i wepchnęła do zakładu.
Sesja trwała długo, zdjęcia robiła właścicielka, Bożena. Marta siedziała grzecznie na krzesełku i patrzyła. Młoda dziewczyna, która stała za ladą, przyglądała się dziewczynce ciekawie. Coś w jej spojrzeniu mówiło Marcie, że zaraz do niej podejdzie. Odwróciła szybko wzrok, bo rozmowy z obcymi ją peszyły, ale wtedy do zakładu wpadł wyrostek w wyświechtanej koszulce:
– Pani da złotówkę – zażądał.
– A w życiu! Co ty myślisz, że ja mam za dużo pieniędzy? – wzruszyła ramionami młoda kobieta.
– Pani da złotówkę – chłopak w ogóle nie przejął się odmową. – No pani da złotówkę – powtórzył, a w jego głosie zabrzmiało coś jakby złość i chyba… groźba?
Marta z dziecięcym lękiem, ale i ciekawością, chłonęła każdy szczegół sceny. Teraz już nie chciała, żeby sesja matki się skończyła. Była ciekawa, czy brudny wyrostek dostanie złotówkę.
– Ej, słuchaj – zdenerwowała się dziewczyna. – Chcesz pieniądze, musisz coś zrobić. Za darmo nic nie będziesz miał w życiu.
– Ja pierdolę! – splunął ordynarnie. – To co mam robić?
Podała mu wiadro śmieci.
– Wyniesiesz, dostaniesz złotówkę.
Chłopak się zawahał.
– Dostaniesz złotówkę – kusiła dziewczyna.
Splunął znowu, ale chwycił wiadro i wybiegł. Marta i ta młoda pani popatrzyły na siebie i roześmiały się.
– Jestem Renata, a ty jak masz na imię?
– Marta.
– Chciałabyś, żebym ci zrobiła zdjęcie? – zapytała Renata.
Marta znowu skuliła się na krześle.
– Nie – burknęła, spuszczając głowę.
– A dlaczego? – zdziwiła się dziewczyna.
– Bo jestem brzydka i gruba – wypaliła Marta jednym tchem.
– Boże, dziecko, co ty mówisz?
Marta nic nie odpowiedziała. Czuła, że boli ją gardło od tłumionego płaczu. Nie chciała płakać, mama byłaby zła. Ale tak właśnie o sobie wtedy myślała: brzydka i gruba. Matka właściwie nigdy nie powiedziała tego otwarcie, ale…
– Nie jedz tyle, będzie ci brzuch wystawał.
– Popraw tę grzywkę.
– Zamknij buzię, wyglądasz jak cielę.
– Jak ty trzymasz te nogi, weź postaw stopy równo.
– Boże, Marta, nie gap się tak głupkowato.
– Gdybyś była trochę chudsza, to mogłabym ci kupić tę sukienkę.
Marta bardzo długo myślała, że coś jest z nią nie tak. Tamtego dnia coś zaczęło się zmieniać.
Pani fotografka przyglądała jej się przez chwilę, nic nie mówiąc.
– Wiesz co? – odezwała się wreszcie. – Zróbmy tak. Jeśli na tych zdjęciach wyjdziesz brzydka i gruba, nigdy więcej nie dam temu Łukaszowi złotówki. Ryzykuję, bo może nam wybić szyby.
Marta spojrzała na nią zdumiona.
– Naprawdę?
– Tak – odpowiedziała krótko Renata. – Już nieraz to robił razem z kolegami.
Tak wtedy wyglądało Stare Miasto. Zaniedbana dzielnica, pełna zaniedbanych dzieci.
Fotografie były piękne. I to bardzo! Od tamtego dnia zaczęła podejrzewać, że może mama się myli. Może Marta nie jest najbrzydsza na świecie. Może to aparat widzi prawdę, a nie mama.
cdn.
